Dziś do mojego biura przybyła większa grupa osób. Wszyscy weszli na uraaa do pomieszczeń i zaczęli na recepcji wypytywać o mnie.
Wyszedłem do tych osób, przedstawiłem się i pytam co się stało. Odpowiedź, którą usłyszałem poraziła mnie bardzo. Otóż usłyszałem od pewnej Pani w czerwonej kurteczce, że cała grupa (tj. 8 osób!) przyszła dokonać komisyjnego odbioru zamówionego łącza światłowodowego. Wszystkich tych ludzi przysłała do mnie TPSA (czy w tej firmie pracownicy naprawdę nie maja co robić?). Zawołałem administratora, poprosiłem o w wybranie osoby, z która pójdziemy do serwerowni… i kolejny szok. Okazuje się, że ta grupa to chyba Crème de la Crème światłowodowców w TPSA. Trafiłem chyba na wysoko wyspecjalizowanych ekspertów – pani w czerwonej wyłącznie notowała i mówiła, pan w okularach podłączał się do łącza, pan w zielonym grzebał tylko przy modemie… reszta czekała na swoja kolej, ale się nie doczekali, bo pan od wtyczek nie poradził sobie z tym włóknem…
Cała wycieczka z TPSA zwinęła się w popłochu obiecując, że monter zjawi się za 30 minut… monter przybył po 360 minutach i miał wielkie pretensję, że zawróciłem go do domu…
Łącze domowe po wielomiesięcznych bojach z TPSA obsługuje mi operator alternatywny, niestety monopol TPSA na profesjonalnych łączach jeszcze długo czkawka będzie mi się odbijał…











A u nas jak uruchamiali Neo to przez 3 tygodnie była kicha (os. Piaski). Więc jeszcze trochępoczekasz.