Pewnego dnia listonosz wetknął do mojej skrzynki awizo. Informowało ono, że na Jagielońskiej czeka na mnie, od następnego dnia, przekaz pieniężny. Z powodu wyjazdu na Jagielońską udałem się dopiero po kilku dniach. Po odstaniu swojego w kolejce okazałem naburmuszonej pani w średnim wieku awizo, ta burknęła tylko „dowód”. Dokument wyjąłem i okazałem. Pani dłuuuuuuuuuuugo szukała, po czym wyparowała „przecież już to odebrał”.
Ponieważ ja jednak nie odbierałem przesyłki (i nie robił tego nikt inny) mówię Pani, że ja jednak nie odbierałem tych środków. Pani, że odebrałem i pokazuje mi „mój” podpis. Mówię, więc, że rzeczony autograf, nawet ślepy miałby problem za uznanie za mój.
O całej sprawie opowiadam byłemu listonoszowi. W odpowiedzi słyszę, że to normalne działanie na poczcie. Listonosze i „placówkowcy” wiedzą, że banki wysyłają do klientów wiele takich przekazów. jednak o ich istnieniu klienci nie wiedzą, w związku z tym listonosz i obsługa placówek kładzie swoje łaty na takich niskich przekazach z banków. Kasjerzy pobierają te kwoty i „podpisują się” za klienta, a listonosze nie dostarczają awizo (w moim przypadku „zawiódł” listonosz, który jednak awizo umieścił w skrzynce”). Od mojego listonosza dowiedziałem się, że jego dodatkowe dochody z tego tytułu (po podzieleniu się z innymi) wynosiły do tysiąca złotych miesięcznie…
W czasie wyjaśniania sprawy okazało się, że przekaz pochodził z banku (to jest ważne dla całej sprawy) i był bardzo niski (to również jest ważne dla całej sprawy). Kwota kilku złotych wynikała z wcześniejszej o kilka dni spłaty ostatniej raty niewielkiego kredytu, w związku z tym bank zwracał mi nadpłacone odsetki..
Kwota niska, pani nadal twierdzi, że odebrałem pieniądze… Ja wiem, że nie, więc napisałem reklamację i złożyłem ją w okienku. Po jakimś czasie znowu byłem na Jagielońskiej i pytam się o losy mojej reklamacji. Po dłuuuugich poszukiwaniach okazuje się, że… reklamacji wcale nie złożyłem.
Po tej informacji zabieram kopię reklamacji i udaje się na komendę policji w Legionowie z zamiarem zgłoszenia kradzieży i fałszerstwa. Na komendzie słuchają i stwierdzają… niska szkodliwość czynu, w związku z tym zgłoszenia przyjąć nie mogą. Nie jest to prawda, bo policja MA OBOWIĄZEK przyjąć każde zgłoszenie (nie przyjęcie zgłoszenia jest tożsame z poprawą statystyk komendy).
Oficerowi powiedziałem, że zgłoszenie ma obowiązek przyjąć, bo takie są przepisy. o powiedział, że przyjmie, ale zaraz umorzy z powodu niskiej szkodliwości…
Od czasu złożenie reklamacji i rozmowy na policji o całej sprawie przestała przychodzić do mnie jakakolwiek korespondencja. Listy, zwykłe, polecone, awiza. Systematycznie udawałem się na Jagielońską z pytaniem czy jest coś do mnie – odpowiedź zawsze ta sama – NIE.
jednak urzędy listy piszą. Urzędnicy nie lubią również, gdy ich spisane prośby, żale i groźby ) pozostają bez odpowiedzi. W moim przypadku i skarbówka i ZUS postanowiły zemścić się na moje milczenie. W skarbówce wszystko rozeszło się po kościach, choć niesmak pozostał. W ZUS nie byli w stanie uwierzyć, że nie dostałem ich 5 poleconych. Dostałem karę, którą chcąc nie chcą opłaciłem (przepisy mówią, że wysłany polecony, czy odebrany, czy nie uważa się za doręczony (sic!).
Po tym wydarzeniu w ekspresowym tempie przerejestrowałem w sądzie swoje podmioty na inny adres – funkcjonuje zatem poza kuratelą legionowskiej poczty i ZUS. Przy okazji niestety i poza US… Tak więc Jagielońska okrada mieszkańców bezpośrednio i pośrednio (przenosiny spółki oznaczają uszczuplenie budżetów miejskiego i powiatowego).
Po uporaniu się z przenosinami postanowiłem definitywnie rozwiązać problem Jagielońskiej. Jak, skoro KPP Legionowo nie jest zainteresowana? Odpowiedź jest prosta – należy sprawić, by sprawa wyszła spod kurateli lokalnych układów i układzików. Zatem do rozwiązania sprawy Jagielońskiej zaangażowałem… bank, który wysyłał mi te parę złotych. Wysłałem do owego banku kilka wezwań do zapłaty nadpłaconych odsetek + ustawowych odsetek za zwłokę. Bank stwierdził, że wypłacił. Ja, że nie, bank przesłał kopię pokwitowania odbioru. Ja poinformowałem bank, że to nie jest mój podpis, przedłożyłem tez kopię reklamacji. Bank więc zgłosił sprawę do organów ścigania z całą lista zarzutów…
ponieważ dla banku szkoda jest już wielokrotnie wyższa od mojej szkody (doszły pod drodze dodatkowe koszty: przekazy, korespondencja, doradztwo prawne, etc), to odpowiednie (poza legionowskie) organa nie mają podstaw do uznania tego za „mało szkodliwe społecznie”.
Pracownicy jednej z instytucji zaufania publicznego nie za bardzo się kryją ze swoją dodatkową działalnością, która de facto nabrała już charakteru zorganizowanego). Każda próba ingerencji w ten układ kończy się ukaraniem ingerującego (niedostarczeniem jakiejkolwiek korespondencji). Na układzie zawiązanym w tej instytucji tracą bezpośrednio i pośrednio mieszkańcy miasta. Jednak to działanie instytucji nie spotyka się z należyta reakcją innych instytucji…
By przerwać to szaleństwo należy dokonywać ostrych cięć. Takie cięć jest w stanie dokonać jedynie ktoś zupełnie z zewnątrz, mający swój prawny i finansowy interes w załatwieniu sprawy.
Niniejszy dedykuje urzędnikowi, z którym w poniedziałek podyskutowaliśmy na kilka ważkich tematów, a przy okazji dyskusja nam zboczyła w kierunku możności robienia czegokolwiek na lokalnym, mocno zorganizowanym podwórku. Remedium na wiele nierozwiązywalnych problemów tego podwórka znajduje się na innym, mniej zorganizowanym podwórku
- Jeśli wyprowadzisz podatki poza podwórko, może gospodarz zacznie szukać rozwiązań?
- Dobry chirurg, to taki, z którym nie siadasz do stolika










