Jak zmarnować czas … wziąć udział w rekrutacji do MOPS.
Rekrutacja do instytucji legionowskich bywa czasem zaskakująca. Postanowiłam aplikować na stanowisko podinspektora w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Umówiono mnie na godzinę 8:30 rano.
Okazało się jednak, że na tą godzinę zostało umówionych także kilka innych kandydatek (było nas w sumie jakieś 10 sztuk). Taka grupowa rekrutacja to jeszcze pół biedy – czasem potencjalni pracodawcy organizują w ten sposób rekrutację i robią to w ciekawy i pomysłowy sposób. Niestety nie MOPS.
Zrobiono nam test wiedzy na temat ustaw dotyczących zasiłków i alimentów. Jednak to co działo się po samym teście to już była gehenna.
Ustalono z nami, że każda kandydatka zostanie przesłuchana podczas osobistej rozmowy (max 10 minut), jeszcze tego samego dnia. Rozmowa musiała być przeprowadzona przez komisję rekrutacyjną w składzie: Pan od Kadr, Pani Kierownik oraz Pani Dyrektor.
Ale tak gładko nie poszło, jak się spodziewałam.
Najpierw Pani Dyrektor musiała pilnie gdzieś wyjść (miało jej nie być góra 15 minut, ale nie było jej o wiele dłużej). A kandydatki, w tym ja, czekały, czekały, czekały…
Później wszystko jeszcze bardziej się opóźniało, gdyż Pani Dyrektor (która raczyła wrócić) ciągle odbierała telefony, rozmawiała, itp, a czas oczekiwania kandydatek leciał. Generalnie spędziłam tam 5 godzin – nie będę pisać, ile to rzeczy można w takim czasie wykonać.
Ktoś powie: można było wyjść i przyjść później, ale kiedy później….
Szacunek MOPSu do czasu innych osób pozostawia wiele do życzenia, jak to w każdej instytucji niestety.
Pozdrawiam,
Joanna










