Jak co roku, gdy nastaje kilka ciepłych dni po dniach typowo zimowych, wszyscy udają zaskoczenie, że na drogach miast i wiosek pojawiają się różniste dziurki, dziury i dziurska.
Najbardziej zaskoczeni taka sytuacją wydaja się być kierowcy, drogowcy oraz wszelkiej maści urzędnicy. Kierowcy, bo mimo, że „dziurawy rytuał” powtarza się co sezon, gdy słoneczko świeci ostro dociskają pedał gazu, po czym mocno lamentują, że w dziurze koło stracili… Drogowców pierwsze oznaki odwilży nie są w stanie wybudzić z letargu zimowego, w który wpadają w momencie wystąpienia pierwszych opadów śniegu
. Urzędnicy, ponieważ tak trudno się domyślić, że zima = mróz, śnieg + niebotyczne ilość soli = woda, woda + mróz = wiele dużych dziur na drogach.
Urzędnicy i drogowcy boja się przerwać błędne koło polegające na tym, że buduje się drogi tanie (tani materiał bitumiczny, tanie wykonawstwo), że drogi robi się po kawałku, po czym je pruje i łata, że zima sypane są niebotyczne ilości soli, mimo, że nie zawsze jest to konieczne. Efektem jest wysyp dziur na wiosnę, które gdy się już wszystkim wystarczająco opatrzą, łata się średniowiecznymi metodami… a my, podatnicy, za te głupoty musimy płacić.
Problem oczywiście nie dotyczy tylko Legionowa….










