W niedzielne popołudnie zapakowałem swoją malutka pociechę do wózka i udałem się z nią na spacer…
Około godz. 15.30 byłem na wysokości starego ratusza (Piłsudskiego). Szedłem z wózkiem chodnikiem, aż nagle tuż przed nami na chodnik z całym impetem wjeżdża srebrny Mercedes (na 95% S klasy model W220, na 5% C klasy model W203). Z dzieckiem musieliśmy wykonać manewr obronny… A przez myśl przeszło mi zdanie „P(…)y burak, który musi przyszpanować swym ‘niebitym’ ściągniętym mercem…„.
Kierowca Mercedesa niezrażony tym, że o mało co nie najechał na wózek, nieśpiesznie „odpalił” z pilota otwieranie bramy… I w tym momencie… własnym oczom nie wierzę… kierowca ma koloratkę… to ksiądz z parafii garnizonowej... Cóż brak wychowania najbardziej koli w oczy w przypadku „elyt„.
Przedziwne jest to, że w czasie swoich nielicznych spacerów z dzieckiem w Legionowie co i rusz natykam się na kolejnych zabijaków. Niestety w tym konkretnym przypadku jest to osoba, która rości sobie prawo do pouczeń moralnych swoich poddanych (wiernych?). Jedno z podstawowych przykazań, których piewcą i obrońcom ten człowiek się uważa, brzmi „Nie zabijaj„…
—
Teraz będzie mała moja dygresja:
Około 11 lat temu zabrałem na stopa pewnego starszego księdza. Gadka szmatka z księdzem o wszystkim i o niczym. A ja jadę sobie do celu (a ciężką nogę mam). Ksiądz ten rozpoczął ze mną naprawdę sensowna dyskusję na temat prowadzenia samochodu. Ów ksiądz niczego nie kazał, niczego nie narzucał, nie perswadował, a powiedział, że przekroczenie prędkości = złamanie „Nie zabijaj”, wymuszanie pierwszeństwa (nawet na pieszych i rowerzystach) = łamanie „Nie zabijaj”, jazda bez pasów = łamanie „Nie zabijaj”.
W czasie rozmowy z tym księdzem okazało się, że on codziennie dojeżdża po 30 kilometrów w jedną stronę do pewnego domu pomocy społecznej. Zapytałem, czy nie łatwiej byłoby własnym samochodem. Odparł, że ma starego „malucha”, który się często psuje, ale samochodu zmieniać nie będzie dopóki jego malucha da się naprawić – bowiem byłby to grzech pychy…
—
Słów kilka do antybohatera dzisiejszego wpisu:
Masz dobry samochód, to OK. To sprawa Twoja i Twoich parafian. Jednak jeśli siadasz za kółkiem, pamiętaj, że za szybami Twojego merca są jeszcze inni użytkownicy drogi. Bardzo często są bez szans w starciu z Twoją nonszalancją za kierownicą! Pamiętaj, że służysz ludziom nie sobie, więc prowadź (się) tak by parafianie nie musieli się za Ciebie wstydzić…










Bardzo sensowna i trafna wypowiedź.